09.05.2019

44. Cierpliwość, która wystawiona jest na ciężką próbę...


Minęło już ponad 1,5 roku od kwalifikacji… Momentami jest ciężko, może nawet aż za ciężko…

Patrzę codziennie na plac zabaw za oknem, który w zeszłym roku zrobiliśmy, na pusty pokój przygotowany dla dzieci, na kupione zabawki i inne rzeczy, które czekają i… czuję pustkę, która jest coraz bardziej męcząca i doprowadza do łez – łez tęsknoty…

Nawet ta codzienna cisza w domu jest ciszą, której nie da się opisać…

Oboje codziennie walczymy z tą cierpliwością i tęsknotą, bardzo dużo rozmawiamy od dzieciach. Czasem są to rozmowy z uśmiechem na twarzy, a czasem ze łzami w oczach…

Nawet jak zajmujemy się codziennymi obowiązkami, to myśli cały czas krążą wokół dzieci, bo nie da się nie myśleć o nich każdego dnia.

Teraz dodatkowo „zabijam” czas obowiązkami poza domem. Warzywa w ogródku już wschodzą mimo zimnych nocy, drzewka owocowe zakwitły i… mam cichą nadzieję, że może dzieci już w tym roku będą zajadać witaminki z naszego ogrodowego raju.

Mam też nadzieję, że mój mąż w końcu polubi fasolkę szparagową i koperek na ziemniakach – już mu zapowiedziałam, że tym razem nie ma zmiłuj się ;)

Zaraz będzie lato, potem jesień, zima… I znów następny rok – mamy nadzieję, że przyszły rok przywitamy już z dziećmi, bo gdzieś nasze dzieci są, czekają na nas, a my na nie, ale jeszcze trzeba czasu żebyśmy się odnaleźli. Ile? – naprawdę chciałabym to wiedzieć… Wówczas byłoby wszystko łatwe, a tak nic nie wiemy i dalej czekamy…